Przejdź do treści
Technika 2 min czytania

Technika hamowania: gdzie naprawdę traci się czas

Większość kierowców hamuje za wcześnie i za długo. O progresji siły na pedale, przenoszeniu masy i tym, dlaczego hamowanie kończy się przy wierzchołku.

Na torze czas traci się głównie w dwóch miejscach: przy hamowaniu i przy wyjściu z zakrętu. Hamowanie jest łatwiejsze do poprawienia, bo zależy od techniki, nie od odwagi.

Mocno, potem coraz lżej

Prawidłowe hamowanie zaczyna się gwałtownie — pełną siłą, na prostej, w linii. Potem siłę stopniowo zwalnia się w miarę zbliżania do zakrętu. Odwrotna kolejność, czyli delikatnie na początku i mocniej na końcu, jest najczęstszym błędem amatorów.

Dlaczego to działa

Przy hamowaniu masa przenosi się na przód. Kiedy zwalniasz nacisk na pedał wchodząc w zakręt, przednia osi ma jeszcze docisk potrzebny do skręcenia, a tylna nie jest jeszcze odciążona do granicy poślizgu.

Punkt hamowania to nie ściana

Punkt hamowania warto traktować jako miejsce, w którym zaczynasz, nie jako granicę. Przesuwanie go po metrze przy każdym okrążeniu jest bezpieczne. Przesunięcie od razu o dwadzieścia metrów kończy się przekroczeniem toru.

Hamowanie kończy się przy wierzchołku

Do wierzchołka zakrętu pedał hamulca powinien być już praktycznie zwolniony. Jeśli nadal hamujesz w połowie łuku, znaczy że wjechałeś za szybko albo za wcześnie dokręciłeś kierownicę.

Jak to trenować

Najprościej z instruktorem obok, który mówi „teraz” w momencie hamowania. Dwa, trzy okrążenia wystarczają, żeby wyczuć różnicę między własnym wyobrażeniem a rzeczywistym punktem.