Na torze czas traci się głównie w dwóch miejscach: przy hamowaniu i przy wyjściu z zakrętu. Hamowanie jest łatwiejsze do poprawienia, bo zależy od techniki, nie od odwagi.
Mocno, potem coraz lżej
Prawidłowe hamowanie zaczyna się gwałtownie — pełną siłą, na prostej, w linii. Potem siłę stopniowo zwalnia się w miarę zbliżania do zakrętu. Odwrotna kolejność, czyli delikatnie na początku i mocniej na końcu, jest najczęstszym błędem amatorów.
Dlaczego to działa
Przy hamowaniu masa przenosi się na przód. Kiedy zwalniasz nacisk na pedał wchodząc w zakręt, przednia osi ma jeszcze docisk potrzebny do skręcenia, a tylna nie jest jeszcze odciążona do granicy poślizgu.
Punkt hamowania to nie ściana
Punkt hamowania warto traktować jako miejsce, w którym zaczynasz, nie jako granicę. Przesuwanie go po metrze przy każdym okrążeniu jest bezpieczne. Przesunięcie od razu o dwadzieścia metrów kończy się przekroczeniem toru.
Hamowanie kończy się przy wierzchołku
Do wierzchołka zakrętu pedał hamulca powinien być już praktycznie zwolniony. Jeśli nadal hamujesz w połowie łuku, znaczy że wjechałeś za szybko albo za wcześnie dokręciłeś kierownicę.
Jak to trenować
Najprościej z instruktorem obok, który mówi „teraz” w momencie hamowania. Dwa, trzy okrążenia wystarczają, żeby wyczuć różnicę między własnym wyobrażeniem a rzeczywistym punktem.
